— Mamy kredyty, a ty sobie wymyśliłaś urlop?! — darła się teściowa. —

Przesunęła palcem po ekranie telefonu, patrząc na saldo. Te pieniądze zarobiła sama. Uczciwie, ciężko, czasem do kompletnego wyczerpania. I już wiedziała, na co je przeznaczy.

— Ksiuś, jesteś w domu? — z przedpokoju dobiegł głos Igora.

— W kuchni — odpowiedziała, nie odrywając wzroku od telefonu.

Mąż podszedł do lodówki, wyjął butelkę wody, wypił kilka łyków. Potem odwrócił się do żony:

— Słuchaj, u mamy znowu problemy. Potrzebuje pieniędzy.

Ksenia zamknęła oczy i powoli wypuściła powietrze. Walentyna Pietrowna. Teściowa. Wieczne źródło finansowych katastrof.

— Ile tym razem? — zapytała zmęczonym głosem.

— Trzydzieści pięć tysięcy. Ma kredyt w banku, trzeba spłacić zaległość, bo naliczają chore odsetki.