— Igor, to już trzeci raz w ciągu pół roku.
— A czego chcesz? — odstawił butelkę na stół. — To moja matka. Nie możemy jej zostawić.
Trzy lata. Trzy lata Ksenia oddawała teściowej pieniądze na spłatę niekończących się długów. Raz kredyt na remont, którego nigdy nie zrobiono. Raz chwilówka na nowy telewizor, choć stary działał bez zarzutu. Innym razem kolejna rata za jakiś sprzęt AGD, który stał bezużytecznie w kącie.
Walentyna Pietrowna nie umiała obchodzić się z pieniędzmi. Brała kredyty lekko, nie myśląc o konsekwencjach, a potem przychodziła do syna z błaganiami o pomoc. A Igor za każdym razem prosił Ksenię. A ona za każdym razem się zgadzała, bo kochała męża i nie chciała konfliktów.
Ksenia pracowała do późna, żeby związać koniec z końcem. Dawno już nie pamiętała, kiedy ostatni raz kupiła sobie coś nowego. Wszystkie ubrania w szafie — stare, znoszone. Nie chodziła do kawiarni, nie jeździła taksówkami, na lunch w pracy brała najtańsze dania ze stołówki.
Z Igorem wynajmowali kawalerkę. Ksenia marzyła, żeby odłożyć na kredyt hipoteczny, zrobić porządny remont, kupić dobrą meblarkę. Ale wszystkie pieniądze szły na długi teściowej.
— Igor, ja też mam plany wobec tych pieniędzy — powiedziała cicho Ksenia.
— Jakie plany? — zmarszczył brwi.
— Chcę pojechać na urlop. Tydzień w góry, odpocząć.
— Na urlop? — Igor wlepił w nią wzrok. — Ksiuś, przecież rozumiesz, że teraz nie jest na to czas? Mama ma problemy.
— Twoja mama zawsze ma problemy.