Siedziałam długo w fotelu, nieruchomo. Za oknem zapadał wieczór, a żółte światło przesączało się przez grube zasłony. Dom był cichy, ale nie pusty. Jakby ściany znały coś, czego ja dopiero zaczynałam się domyślać.
Klucz był ciężki. Ważny.
Powoli wstałam i zaczęłam szukać. Otwierałam szafki, przeszukiwałam szuflady, przekopywałam półki biblioteki. Nic. Wtedy przypomniałam sobie o magazynie na podwórzu. Tym, który mąż zawsze zamykał i gdzie nigdy mnie nie wpuszczał.
Na zewnątrz było chłodno. Wzięłam kurtkę i zeszłam po tylnej klatce schodowej. Magazyn stał stary, z zardzewiałą kłódką. Klucz pasował idealnie.
Drzwi otworzyły się z jękiem.