Była dojrzała.
Zdeterminowana.
Dwa tygodnie później przenieśli ostatnie kartony do nowego mieszkania.
Bez „przyjaciół” do pomocy.
Tylko oni dwoje. I ojciec Mariny, który przyniósł wiertarkę i powiedział po prostu:
– Dom prowadzą dwie osoby. Reszta to goście.
Tego wieczoru jedli na podłodze, na kocu, z jednorazowych talerzy.
I się śmiali.
Prawdziwego śmiechu.