Mąż nazwał ją krową i wyrzucił z domu

Samochód ruszył w stronę miasta, a Marius zwolnił. Zdawał się walczyć z własnymi myślami, jakby nie chciał zadawać pytań, ale też nie chciał odejść, nie dowiedziawszy się niczego.

— Gdzie mieszkasz?

Ana wybuchnęła płaczem. Nie mogła już niczego kontrolować. Słowa nie chciały wydobyć z siebie, tylko łzy płynęły bez przerwy, jakby cały ciężar się w nich rozpływał. Marius spojrzał na nią po raz pierwszy i przez kilka sekund milczał. W jej oczach widać było koniec, nie kaprys.

— Dobrze — powiedział łagodniej. — Nie musisz mi teraz odpowiadać.

Zatrzymał się na dobrze oświetlonym parkingu, obok czynnej non stop stacji benzynowej. Wysiadł, otworzył jej drzwi i włożył na ramiona grubą polarową kurtkę, która pachniała ropą i męskim sprayem.

Ana spojrzała na niego zaskoczona.

— Dlaczego to robisz? Nie znasz mnie.