Osiem miesięcy, w których starała się przygotować ich do życia.
Uczyć ich, jak być dobrymi.
Pomagać sobie nawzajem.
Aby nigdy nie stali się tacy jak ich ojciec.
Kiedy zmarła, chłopcy mieli 9 i 6 lat.
Wylądowali w ośrodku opieki zastępczej w powiecie. Nie dlatego, że ich porzuciła. Ale dlatego, że nie było nikogo. Ojciec nawet nie przyszedł na pogrzeb. Nie zadzwonił. O nic nie pytał.
Lata mijały ciężko.
Głód.
Bicie.
Upokorzenie.
Ale starszy brat, Andriej, szybko dorósł. Stał się tarczą dla młodszego, Radu. Pracował nielegalnie po szkole. Uczył się wieczorami. Nigdy się nie skarżył.
W wieku 18 lat opuścił centrum miasta z torbą i 200 lejami.
Dziś Andriej ma 34 lata.
Jest chirurgiem w prywatnym szpitalu w Bukareszcie. Ma dom, rodzinę, szacunek. Jego brat jest prawnikiem. Radzili sobie sami. Bez ojca. Bez litości.
A ojciec?