„Nowe” życie okazało się kłamstwem.
Kochanka zostawiła go po kilku latach. Stracił pracę. Zaczął pić. Jego zdrowie się pogorszyło. Skończył w wynajętej kawalerce w prowincjonalnym miasteczku.
Pewnego ranka, w wieku 58 lat, doznał udaru.
Zabrali go do szpitala. Samego. Bez dokumentów. Bez krewnych.
W dokumentacji medycznej napisano: „brak rodziny”.
Kilka dni później do pokoju wszedł lekarz w białym fartuchu. Nagle się zatrzymał i wpatrywał.
To był Andriej.
Ojciec natychmiast go rozpoznał. Zaczął płakać. Próbował mówić, ale usta odmawiały mu posłuszeństwa.
Andriej podszedł. Spokojny. Zimny.
„Nie martw się” – powiedział. „Będę cię traktował. Tak, jak powinieneś. Bo nie jestem taki jak ty”.
Wyszedł z pokoju, nie oglądając się za siebie.