W chwili, gdy uniesiono wieko, w pokoju zapadła dziwna cisza. Nie ta grzeczna, ale ciężka, przytłaczająca, jakby powietrze nagle zgęstniało.
W pudełku nie było żadnej biżuterii. Ani nawet drogiego zegarka.
Były akta.
Porządek. Czystość. Z pożółkłymi od czasu stronami, ale pielęgnowanymi jak święte dokumenty.
Lenuta wyjmowała je po kolei i kładła na stole, na oczach wszystkich.