Mąż przez 30 lat uważał, że jego żona jest bezmyślną i naiwną kobietą

— To akt własności ziemi za miastem — powiedziała spokojnie. — Na moje nazwisko. Kupiony w 1996 roku za pieniądze, które dostałam od matki po tym, jak sprzedałam jej dom rodziców.

Mihai wymusił uśmiech.

— Daj spokój, Lenuto, nie schodźmy teraz do papierów…

— Tak — przerwała mu, wciąż delikatnie. — Bo te papiery trzymały mnie na kłódkę przez trzydzieści lat.

Wyjął kolejny akt.

— To jest ta firma. Mała, na początku. Którą przeniosłem na twoje nazwisko, jako „pan domu”, bo tak się wtedy robiło. Pracowałem na nocki, prowadziłem księgi rachunkowe, zajmowałem się chorymi dziećmi i niezadowolonymi pracownikami.

Goście spojrzeli po sobie. Nikt już się nie śmiał.

— A to… — uniósł ostatni plik — to akt przeniesienia własności. Podpisany przez ciebie dwa miesiące temu. Kiedy powiedziałeś, że to „formalność” i że nie ma sensu tego czytać, że „i tak nie rozumiem”,

Mihai zbladł.

— Co… co masz na myśli?