„Dzień dobry, jest tu jakiś pan, który chce się z tobą spotkać. Nowy klient”.
Ze środka dobiegł cichy głos:
„Sofio… Naprawdę nie mogę… kto tam?”
Dziewczynka uchyliła drzwi tylko do połowy i weszła do środka. Rică stał na zewnątrz, czując, jak serce wali mu w uszach. Dłonie miał spocone. Część jego chciała uciekać. Druga część go trzymała, przerażona tym, czego miał się dowiedzieć, ale bardziej strachem przed utratą prawdy.
Drzwi otworzyły się powoli. Sofia gestem nakazała mu podejść bliżej.
W środku, na składanym krześle, siedziała starsza kobieta, chuda, z szalem na ramionach. Jej oczy były zmęczone, ale na widok Rici, oczy nagle się rozszerzyły. Zakrztusiła się, zakryła usta dłonią i zaczęła drżeć.
„Boże… Rică…”
Zamarł.
„Czy my się znamy?” zdołał zapytać, choć jego głos brzmiał obco.
Kobieta zamknęła oczy na chwilę, jakby zbierała się na odwagę.
„Jestem… Mărioara Herța. Ciocia Mura.”
Świat Rici roztrzaskał się na drobne, ostre kawałki.
Ciocia Mura zmarła wiele lat temu. To wiedział. To powiedziała mu żona.