„Jestem twoim ojcem, Sofio.”
Dziewczynka westchnęła krótko, po czym rzuciła mu się w ramiona. Rică natychmiast ją chwycił, jakby to był najnaturalniejszy ruch na świecie. Przytulił ją tak mocno, że poczuł, jak pęka mu klatka piersiowa.
W końcu, po latach bólu, coś w nim znów się zlepiło.
Mărioara wybuchnął wyzwalającym krzykiem, Sofia zadrżała w jego ramionach, a Rică oparł czoło o głowę dziewczynki.
„Nigdy cię już nie zostawię samej” – wyszeptał. „Nigdy.”
A plac, z całym swoim hałasem, po raz pierwszy od lat wydawał się ciepłym, tętniącym życiem miejscem, pełnym nowych początków.
Miejscem, gdzie życie w końcu dawało mu coś w zamian.