Ana skinęła głową.
Telefon zadzwonił raz, drugi, trzeci. Pani Popescu miała się już rozłączyć, gdy odezwał się głęboki głos:
– „Tak?”
– „Dobry wieczór, przepraszam, jestem panią Popescu, sekretarką w szkole Roosevelta. Mam tu Anę, córeczkę Mihaia. Nikt nie przyszedł, żeby ją zabrać do domu…”
Po drugiej stronie linii zapadła cisza. Potem jakiś głos powiedział stanowczo:
– „Proszę tam zostać. Zaraz będę”.
Po niecałych 20 minutach głośny warkot silnika przerwał ciszę na szkolnym boisku. Ana podniosła wzrok i zobaczyła czarny motocykl zbliżający się do bramy. Na nim siedział wysoki mężczyzna z długimi włosami, ale o ciepłym spojrzeniu.
Wysiadł i zdjął kask.