— Michał — powiedział łagodnie — ona nie jest…
— To moja mama! — krzyknął chłopiec, a ból w jego oczach łamał serce.
Po sali przeszedł szmer. Ludzie szeptali, niektórzy nagrywali telefonami. Czułam, że zaraz zemdleję. A jednak gdzieś głęboko w środku miałam dziwne wrażenie, że to nie była całkowita pomyłka. Jakby między mną a tym dzieckiem istniała niewidzialna więź.
— Chodź ze mną — powiedział Adam tonem nieznoszącym sprzeciwu.
Wyprowadził mnie na zewnątrz, podczas gdy ochroniarze zatrzymywali ciekawskich. W pustym korytarzu za hotelem zatrzymał się. Chłopiec nadal mnie nie puszczał.
— Chcę zrozumieć — powiedział Adam, patrząc mi prosto w oczy. — Kim jesteś, Katarzyno Mazur?
— Kelnerką, która próbuje zapłacić czynsz — odpowiedziałam drżąco. — Niczym więcej.
Przygryzł wargę. Potem wyjął z kieszeni starą fotografię i podał mi ją.
Na zdjęciu była kobieta.