Moja kopia.
Te same rysy, to samo spojrzenie, nawet mały pieprzyk na lewym policzku.
— Helena — powiedział cicho. — Moja żona. Zginęła rok temu w wypadku samochodowym. Chłopiec siedział z tyłu. Przeżył. Ale od tamtej pory… nie powiedział ani słowa.
Zakręciło mi się w głowie. Chciałam zaprzeczyć, śmiać się i płakać jednocześnie. A jednak coś niewidzialnego ciągnęło mnie ku temu dziecku.
— Nie potrafię tego wyjaśnić — powiedział Adam, potrząsając głową. — Ale spójrz na was. Może Bóg oddaje mi ją… w inny sposób.
Chciałam coś powiedzieć, lecz Michał dotknął mojej twarzy małą dłonią.
— Mamo… nie odchodź znowu.
Upadłam na kolana i objęłam go mocno. Był ciepły, żywy i płakał z ulgi. W tej chwili poczułam, jak coś we mnie jednocześnie pęka i się leczy.