Adam patrzył na nas ze łzami w oczach. Po raz pierwszy tego wieczoru się uśmiechnął — niepewnie, ale prawdziwie.
— Zostań, Katarzyno — powiedział cicho. — Fundacja potrzebuje takich ludzi jak ty. I… może my też cię potrzebujemy.
Skinęłam głową, niezdolna do słów. Michał wtulił się we mnie, a ja po raz pierwszy od wielu miesięcy poczułam, że nie jestem już sama.
Tamtego wieczoru zrozumiałam, że czasem życie burzy wszystko tylko po to, by zaprowadzić cię dokładnie tam, gdzie od początku było twoje miejsce. W sali pełnej obcych ludzi, pośród świateł i ciszy, znalazłam coś, co uważałam za stracone na zawsze — sens, rodzinę i nową szansę na szczęście.