„Jest w tym samym wieku, w którym byłby nasz zaginiony syn… gdyby żył”.
Posłał mi dziwne spojrzenie, zmieszane z bólem i nadzieją. Potem pochylił się w stronę dziecka, które mocno trzymało mnie za rękę.
„Andriej, twojej matki… nie ma jej tutaj, rozumiesz?”
Chłopak przytulił się do mnie jeszcze mocniej, trzęsąc się ze łez.
— Tak! To ona! Przyszła, żeby zabrać mnie do domu!
Serce mi zamarło. Nigdy nie czułam takiego bólu od obcego dziecka. Czułam jego łzy mokre przez moją koszulkę.
— Panie Duca — powiedziałam cicho — proszę, pozwól mi go uspokoić. Może po prostu… mnie zdezorientował.
Victor skinął głową, a ja pochyliłam się nad dzieckiem.
— Kochanie, nie jestem twoją matką — wyszeptałam. — Ale zostanę z tobą jeszcze chwilę, dobrze?
Chłopczyk przestał płakać, ale został blisko mnie. Spojrzał na mnie tymi samymi dużymi, przestraszonymi oczami.
— Pachniesz tak samo — powiedział cicho. Jak ona.