Zamarłam. Używałam taniej wody toaletowej, kupionej w sklepie z używanymi rzeczami. Zastanawiałam się, jaką kobietą była Lucia Duca.
Victor przyłożył dłoń do skroni.
„Nie rozumiem” — mruknął. Lekarze powiedzieli, że już nigdy nie przemówi. Ale teraz…
Zapadła między nami ciężka cisza. W kącie gabinetu wisiało duże zdjęcie Lucii — pięknej kobiety o brązowych włosach i delikatnym uśmiechu. Przyjrzałam się bliżej i zaparło mi dech w piersiach. Wyglądałam jak ona. Może nie identycznie, ale wystarczająco, by zrozumieć dezorientację dziecka.
„Może potrzebuje mniej bolesnego wyjaśnienia” – powiedziałam. „Wyjdźmy z nim na zewnątrz, odetchniemy trochę”.
Wiktor długo na mnie patrzył.
„Przyjdź jutro do mnie” – powiedział zdecydowanym tonem. „Chcę porozmawiać”.
— Nie sądzę…
— To nie zaproszenie, Mario. To prośba. A może szansa.
Zamilkłam. Nie wiedziałam dlaczego, ale czułam, że za tą prośbą kryje się coś więcej niż tylko ciekawość.
Następnego dnia dotarłam przed willę Duca w dzielnicy Primaverii. Czułam się jak oszustka. Kiedy weszłam, Andriej podbiegł do mnie, uśmiechając się po raz pierwszy.
— Zachowałem dla ciebie kwiatek – powiedział, wręczając mi białą stokrotkę.