Poczułam gulę w gardle. Za nim Victor patrzył na nas w milczeniu, zmienionym spojrzeniem – cieplejszym, bardziej ludzkim.
— Może Bóg ma dziwny sposób, żeby nas wszystkich doprowadzić do domu, powiedział.
I po raz pierwszy od dawna poczułam, że moje życie nie polega już tylko na przetrwaniu. To był początek uzdrowienia. Dla mnie. Dla niego. I dla dziecka, które na nowo nauczyło się mówić „mamo”.