— Robimy ciastka dla mamy… — powiedziała cicho Julia, spuszczając wzrok. — Dziś byłyby jej urodziny.
Opadłem na krzesło. Powietrze uwięzło mi w płucach. Anna…
Magda podeszła bliżej i powiedziała łagodnie:
— Dzieci chciały ją uczcić. Co roku robimy coś słodkiego i zapalamy świeczkę. Mówimy, że to dla niej.
Zamknąłem oczy. Wszystko, co budowałem na świecie, nic nie znaczyło wobec tej chwili.
— Tato… — powiedział Kacper, podchodząc bliżej. — Pomożesz nam?
Spojrzałem na jego nieśmiały uśmiech i nadzieję w oczach. I wtedy wiedziałem — nadszedł moment wyboru.
Podwinąłem rękawy koszuli, wziąłem kawałek ciasta i zacząłem je wyrabiać. Dzieci wybuchnęły śmiechem. Był to śmiech ciepły i prawdziwy, który przeniknął mnie aż do duszy.
Magda patrzyła na nas w milczeniu, a potem powiedziała:
— Panie Lewandowski, nie ma nic cenniejszego niż to.
Tego wieczoru siedzieliśmy razem przy stole, jedząc rogaliki z konfiturą. Zapaliliśmy świeczkę dla Anny. I po raz pierwszy od bardzo dawna poczułem, że nie jestem sam.