Po raz pierwszy zobaczyłam moje dzieci… żywe. Nierozłączone od telefonów, niesmutne w milczeniu, ale śmiejące się serdecznie. A Raluca… śmiała się razem z nimi.
Oczy napełniły mi się łzami. Oparłam się o framugę drzwi, czując, jak mury, które zbudowałam w sobie, zaczynają się walić.
Patrzyłam, jak moja córka wyrabia ciasto z rękami pełnymi mąki, a mój syn z zabawną powagą próbował idealnie wyciąć kształty. Nie wyglądał jak dom bogacza. Wyglądał jak prawdziwy dom.
— Panie Varga! — wykrzyknęła Raluca, zaskoczona, gdy mnie zobaczyła.
Zaniemówiłam. Dzieci odwróciły się i spojrzały na mnie szeroko otwartymi oczami. Przez chwilę poczułam się jak intruz. Obcy we własnym domu.
— Co ty tu robisz? — zapytałam, ale głos mi się załamał.
— Pieczemy ciasteczka dla mamy… — powiedziała cicho Sofia, spuszczając wzrok. — Dziś byłyby jej urodziny.
Opadłam na krzesło. Zamarłam. Klara…