Raluca podeszła łagodnym głosem:
— Dzieci chciały ją uczcić. Co roku pieczemy coś słodkiego i zapalamy świeczkę. Mówimy, że to dla niej.
Zamknęłam oczy. Wszystko, co zbudowaliśmy na świecie, było nic nie warte w porównaniu z tamtą chwilą.
— Tato… — powiedział Matei, podchodząc. — Chcesz nam pomóc?
Spojrzałam na niego. Na nieśmiały uśmiech, na nadzieję w jego oczach. I wtedy wiedziałam: czas wybierać.
Podwinęłam rękawy koszuli, wzięłam kawałek ciasta i zaczęłam je ugniatać. Dzieci wybuchnęły śmiechem. To był czysty, ciepły śmiech, który przeniknął moją duszę.
Raluca spojrzała na nas w milczeniu. Potem powiedziała:
— Panie Varga, nie ma nic cenniejszego niż to.
Tego wieczoru siedzieliśmy we czwórkę przy stole, jedząc croissanty z dżemem. Zapaliłam świeczkę dla Clary. I po raz pierwszy od dawna poczułam, że nie jestem już sama.
Następnego dnia nie poszłam do biura. Ani następnego. Odwiozłam dzieci do szkoły, zapytałam, co chciałyby robić w weekend, a kiedy wychodziłam, poczułam spokój, jakiego nigdy wcześniej nie znałam.