Zrozumiałam wtedy, że moje bogactwo nie tkwi w księgach rachunkowych ani w budynkach, które wybudowałam, ale w ludziach, których kocham.
Dziś mój dom nie jest już grobowcem. Pełno w nim śmiechu, spalonych ciasteczek, rysunków na lodówce i życia.
A ja… nie jestem już „Rekinem z Primăverii”.
Jestem po prostu Alexandru — ojcem, który w końcu wrócił do domu.