Wziąłem głęboki oddech. Zapach domu – starych mebli, lakierowanego drewna, perfum mojej matki – uderzył mnie z całej siły. To był dom mojego dzieciństwa. Tu uczyłem się tabliczki mnożenia, tu płakałem po pierwszym rozczarowaniu, tu ojciec głośno się śmiał, gdy jadłem cozonac prosto z tacy. I tu też… moja siostra planowała mnie zabić.
Nie mogłam się z tym pogodzić.
Drzwi wejściowe lekko zaskrzypiały od przeciągów. Odwróciłam się natychmiast, bojąc się, że ktoś wejdzie. W domu panowała cisza, ale ta ciężka cisza, która sprawia, że szepczesz też swoje myśli.
Wtedy usłyszałam zbliżające się kroki Mariany.
Zacisnęłam pięść, trzymając klucze w kieszeni. Byłam gotowa rzucić je na podłogę, uciec do piwnicy, gdziekolwiek, jeśli zajdzie taka potrzeba.
Ale kiedy się pojawiła, szeroko się uśmiechała.