Miałem wracać do domu po pełnej napięcia rodzinnej kolacji

„Gotowa, Sorina? Gotowa?” zapytała zbyt słodkim, zbyt cichym tonem.

Nie czułam już strachu. Czułam gniew. Zimny, ostry gniew, który dodawał mi odwagi.

„Tak” – powiedziałam spokojnie. „Znalazłam wszystko”.

Spojrzała na mnie z ciekawością, która dała mi do zrozumienia, że ​​coś ją martwi. Może to był wyraz mojej twarzy, może nie widziała, że ​​drżę. Zrobiła dwa kroki w moją stronę.

Właśnie wtedy, w oddali, usłyszałam hamowanie samochodu. Żadnej syreny. Żadnego zbędnego hałasu. Policja.

Mama natychmiast wstała z kanapy, jak kobieta, która wie, że ratunek już przybył.

„Sorina, kochanie” – powiedziała głośno, zupełnie innym tonem – „zapomniałaś też o tych ważnych dokumentach. Tych z banku! Lepiej je też zabierz!”.

To był jej sygnał, że wszystko jest gotowe.

Mariana podskoczyła. Wiedziała, że ​​coś jest nie tak.

Próbowała złapać mnie za ramię, ale cofnęłam się o krok, gdy tylko rozległo się głośne pukanie do drzwi.

„Policja. Proszę otworzyć”.