— Nie masz czego szukać w domu, w którym moi ludzie są traktowani jak szmaty.
Wyszła, trzaskając drzwiami, ale nikt za nią nie pobiegł.
Rodica wciąż cicho płakała.
— Stefan… czy nie narobiłeś za dużo bałaganu?
Uśmiechnął się gorzko.
— Niczego nie narobiłem, mamo. Po prostu posprzątałem to, co trzeba było posprzątać.
Zaprowadził ją do salonu i posadził na kanapie.
— Od jutra nie będziesz już robić porządków. Ani trochę. Znajdę ci pomoc. Wystarczająco ciężko pracowałaś przez całe życie.
Spojrzała na niego zmęczonymi oczami.
— Ale chcę pomóc…
— Już wystarczająco pomogłaś. Teraz moja kolej.