Kobieta mocniej przytuliła Sofię do piersi, jakby chciała stać się niewidzialna. Jej wzrok przeskakiwał z twarzy otaczających ją ludzi na wyjścia, a potem z powrotem na Roberta.
„Proszę” – powiedziała cicho, a jej głos drżał. „Nie rób zamieszania. Nie teraz”.
Robert wziął głęboki oddech. Po raz pierwszy od wielu lat nie wydawała poleceń, nie podnosiła głosu, nie domagała się wyjaśnień jak na sali konferencyjnej.
„Powiedz mi, jak masz na imię” – powiedziała po prostu.
Kobieta zawahała się przez chwilę, a potem ustąpiła.