Następny dzień zaczął się wcześniej, niż chciał. Zapach spalonej kawy, zimne podłogi i gula w żołądku, jakiej Andriej nie czuł od lat. Nie był głodny. To była jego wina.
Ana przyszła pierwsza, ubrana w cienką kurtkę i niosąc paczkę precli. Podała mu jednego bez słowa.
„Jedz. To będzie długi dzień” – wyszeptała.
Do południa sala była pełna. Ludzie w pośpiechu, rodziny z dziećmi, zmęczeni turyści. Radu krzyczał ze swojego kąta, a napięcie wisiało w powietrzu niczym gęsty dym. Andriej pomylił się przy zamówieniu. Nic poważnego. Porcja sarmale została podana nie na jego stolik.
„Jesteś niekompetentna?” – krzyknął Radu na oczach wszystkich.
Ana natychmiast interweniowała, nie mrugając okiem.