„Dla pani i Any. Macie miesiąc wolnego. Od dziś moja firma finansuje leczenie pani córki”.
Od tamtej pory w gabinecie na 30. piętrze nie było już tak zimno. Na mahoniowym biurku stało zdjęcie: małej dziewczynki z misiem i szerokim uśmiechem, który każdego dnia przypominał mu, że życie znaczy więcej niż liczby i kontrakty.
Po raz pierwszy od wielu lat Eduard zrozumiał, że prawdziwego bogactwa człowieka nie mierzy się pieniędzmi, ale sercami, które porusza.