W tym momencie z pokoju wyszedł chłopiec, około sześcioletni, z wielkimi oczami i rozczochranymi włosami. Trzymał w ramionach zepsuty samochodzik i z zaciekawieniem patrzył na mężczyznę w drogim garniturze.
— To Andriej — powiedziała Julia ledwo szeptem.
Emil wstał i podszedł do dziecka.
— Cześć, mistrzu — powiedział z uśmiechem. — Lubisz samochody?
Chłopiec skinął głową. Emil wyjął z kieszeni kluczyk do samochodu i podał mu go.
— Poczekaj. To z mojej ciężarówki, ale dziś jesteś głównym kierowcą.
Andriej roześmiał się, a jego szczery śmiech wypełnił mały dziedziniec. Julia usiadła na skraju krzesła ze łzami w oczach.
— Nigdy nie chciałem litości, panie Emilu. Tylko… móc tulić moje dziecko.