Emil usiadł na drewnianym krześle z łuszczącą się farbą i przez kilka sekund nic nie mówił. Skromna atmosfera, zapach taniej kawy, ciężka cisza — wszystko to uderzyło go prosto w serce.
— Dlaczego nigdy mi pan nie powiedział, że ma pan dziecko? — zapytał w końcu.
Julia zamarła. W tym momencie z małego pokoju na końcu korytarza dobiegło ciche kaszlnięcie i dźwięk zabawki. Emil odwrócił wzrok, a serce mu zamarło.
— Nie chciałam, żeby wiedział — mruknęła cicho. — Bałam się, że jeśli się dowiesz, wyrzucisz mnie.
— Wyrzucę cię? Ale dlaczego?
— Bo czasami nie przychodziłem wcześniej. Bo brałem stare ubrania z kosza na datki. Bo przynosiłem jedzenie do domu… dla niego.