Następnego ranka Robert wyszedł z domu wcześnie, zanim Irina się obudziła. Wiedział dokładnie, gdzie ją znaleźć. W każdy czwartek, w porze lunchu, Irina wychodziła ze swojego ulubionego salonu w centrum i szła kilkaset metrów do drogiej kawiarni niedaleko parku.
Robert usiadł na ławce przy wejściu. Narzucił koc na ramiona, głowę miał spuszczoną. Serce biło mu tak mocno, że bał się, że będzie to widać na twarzy. Widział ją z daleka: jasna sukienka, designerska torebka, telefon przyciśnięty do dłoni.
Kiedy do niego dotarł, Robert powoli podniósł wzrok.