Robert poczuł, jak pieką go oczy. Nie spodziewał się tego. Nie takiej opieki.
— Dlaczego to robisz? — zapytał drżącym głosem.
Irina uśmiechnęła się słabo.
— Bo ja też miałam ojca, który przez jakiś czas był w trasie — powiedział. — I bo nikt nie żebrze o przyjemności.
Wstał, zostawił jej kolejny banknot i karteczkę z numerem telefonu.
— Uważaj na siebie — powiedział i odszedł.
Robert pozostał na ławce, ręce mu się trzęsły. Czuł, jakby świat wirował wokół niego. Wszystkie lęki, wszystkie podejrzenia, wszystkie głosy w jego głowie ścierały się teraz z jedną prawdą: Irina nie widziała portfela. Widziała mężczyznę.
Tego wieczoru, kiedy wrócił do domu, Irina powitała go zmęczonym uśmiechem.
— To był ciężki dzień — powiedziała. — Spotkałam mężczyznę na ulicy… wstrząsnął mną.
Robert poczuł, jak robi mu się mokro w gardle.