Walentyna zastanowiła się przez kilka sekund, patrząc na twarz dziewczynki. Jej policzki były czerwone, a ubrania wyglądały na za duże, jakby nikt od dawna nie kupował jej niczego odpowiedniego.
„Chodźmy do kuchni, dobrze? Może znajdziemy coś dobrego”.
Melissa zawahała się, ale kiedy Walentyna wyciągnęła rękę, dziewczynka z nieśmiałą nieufnością ujęła jej palce. Zeszły razem po schodach, ogromny dom wydawał się opustoszały, zimny i pełen echa. W kuchni Walentyna znalazła pełną lodówkę, ale dziewczynka patrzyła na nią, jakby nie miała prawa jej dotykać.