MILIONER PRZYŁAPUJE SWOJĄ SŁUŻĄCĄ NA BRONIĄCEJ JEGO ULUBIONEGO DZIECKA

„Mogę coś przynieść?” zapytała szeptem.

„Oczywiście, że możesz, kochanie. Nie musisz pytać o pozwolenie, żeby tu zjeść”.

Walentyna zrobiła mu kanapkę i nalała szklankę mleka. Melissa zaczęła jeść powoli, spuszczając wzrok, jakby bała się, że zostanie zbesztana.

— Twojego ojca nie ma w domu, prawda? — zapytała delikatnie Walentyna.

— Nie… pracuje… zawsze wychodzi.

Dziecko westchnęło głęboko, a Walentyna poczuła gulę w gardle. Doskonale wiedziała, jak to jest dorastać bez kogoś, kto by cię chronił. Sama wychowała się w sierocińcu, gdzie dobre słowo było rzadkością.

— A twoja matka?

— Matka umarła… Byłam mała.