Nastała przytłaczająca cisza. Walentyna podeszła do niej i otarła łzę.
— Jesteś już bezpieczna, dobrze? Obiecuję.
Od tamtej chwili coś się między nimi zmieniło. Walentyna codziennie zajmowała się domem, ale zawsze miała na oku małą dziewczynkę. Pomagała jej odrabiać lekcje, uczyła ją piosenek, przygotowywała ciepłe jedzenie. Kiedy Fabiana wróciła do domu, wszystko się zmieniło.
Macocha podnosiła głos za wszystko, karała Melissę za drobiazgi, a Walentyna, choć starała się nie wtrącać, czasami nie mogła już tego znieść.
Pewnego wieczoru, gdy milionerka wróciła do domu wcześniej niż zwykle, zastała kuchnię wypełnioną zapachem ciasta i śmiechu. Melissa mieszała kompozycję małą trzepaczką, a Walentyna cicho jej nuciła.
„Co to jest?!!” krzyknęła Fabiana, trzaskając torebką o stół. „Mówiłam ci wyraźnie, że nie chcę brudu w kuchni!”
Melissa natychmiast schowała się za Walentynką.
„Proszę pani, nie ma tu brudu, tylko…”
„Nie wtrącaj się!” przerwała jej Fabiana. „Ta dziewczyna potrzebuje dyscypliny, a nie bajek i ciasteczek!”
Walentina poczuła, jak krew w niej wrze.
„Ona potrzebuje miłości, proszę pani, a nie strachu!”