Melissa skinęła głową, a jej oczy zaszły łzami.
Mężczyzna wstał oszołomiony.
— Wynoś się z mojego domu, Fabiano. Natychmiast.
Kobieta zamarła, ale jego ton nie pozostawiał miejsca na dyskusję. Po kilku minutach zniknęła, trzaskając za sobą drzwiami.
Kiedy zapadła cisza, Radu zwrócił się do Walentyny.
— Dziękuję, że się nią zaopiekowałaś. Nie wiem, co bym bez ciebie zrobił.
Walentina uśmiechnęła się lekko i spojrzała na Melissę, która mocno trzymała ją za rękę. — Nie musi mi pan nawet dziękować, proszę pana. Czasami dziecko po prostu potrzebuje kogoś, kto je wysłucha… i pokocha.
Od tego dnia życie w willi się zmieniło. Płacz przerodził się w śmiech, a miejsce strachu w końcu zajął spokój.