Milioner widzi na ulicy dziecko, które ma na sobie identyczny naszyjnik jak ten, który nosiła jego zaginiona córka

Kobieta pokręciła głową.

— Zrobiłam tylko to, co zrobiłaby każda matka. Była sama i cała się trzęsła. Powiedziała, że jakiś mężczyzna próbował wciągnąć ją do samochodu, ale uciekła. Wezwałam policję, ale jeszcze nie przyjechali.

Karol skinął głową.

— Ja się tym zajmę.

Wieczór zakończył się długim uściskiem pod czerwonym niebem. Kobieta dała im torbę z jedzeniem na drogę.

Karol wyjął plik pieniędzy i podał jej.

— Proszę to przyjąć. Dla pani syna. Za wszystko.

Kobieta cofnęła się.

— Nie zrobiłam tego dla pieniędzy. Proszę podziękować niebu, że ją pan odzyskał.

Karol przytaknął, ze łzami w oczach.

Spojrzał na córkę.

— Widzisz? Nasza gwiazda zawsze nas odnajdzie — wyszeptał.

Dziewczynka uśmiechnęła się i podała mu zawieszkę. Założył ją z powrotem, ściskając w dłoni.

W drodze do domu prowadził jedną ręką, a drugą trzymał Zosię.

Nic już się nie liczyło — ani pieniądze, ani interesy, ani stracony czas.

Myślał tylko o jednym: