Gospodyni, pani Lăcrămioara, spuściła wzrok, jakby szukała odpowiednich słów na lśniącej podłodze.
—Panie Popescu… to nie jest zwykła pokojówka. Ma na imię Elena. Jest samotną matką. Przyjechała do nas dwa miesiące temu, po tym, jak zwolniono ją z hotelu w mieście, ponieważ… przyjechała do pracy z dziećmi. Nie miała z kim ich zostawić. Próbowała w przedszkolu, u niani, u sąsiadów… ale albo żądali od niej pieniędzy równych jej pensji, albo warunki były kiepskie. Przyjechała tu tylko z nadzieją, że pozwolicie jej pracować, a nie żebrać.
Andriej poczuł gulę w gardle, ale nic nie powiedział. Dla niego wszystko zawsze było podzielone na liczby, kontrakty, zyski i straty. Nie w opowieściach. Nie we łzach. Nie w przeznaczeniu.