Następnego dnia, kiedy zszedł na śniadanie, Maria była już w kuchni i zmywała naczynia.
Włosy miała związane w prosty kok, a ręce zaczerwienione od detergentu.
Ion zatrzymał się w drzwiach, nic nie mówiąc.
— Dzień dobry, panie Călinescu — powiedziała uprzejmie.
Skinął głową, ale nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
Przez cały dzień nie mógł się skupić.
Na biurku, wśród dokumentów, zdawało mu się, że widzi bladą twarz Andrieja.
A głos Marii, ciepły i łagodny, rozbrzmiewał w jego głowie: „Jesteś silniejszy niż wszyscy superbohaterowie”.
Wieczorem wrócił wcześnie do domu.
Kiedy wszedł do pokoju syna, Maria była tam, jak zwykle.