Kilka miesięcy później, pewnego wiosennego dnia, Andriejowi udało się postawić pierwsze kroki, wspierany przez ojca.
Maria płakała cicho w kącie pokoju.
Ion spojrzał na nią i uśmiechnął się.
— Nie wiem, jak panu dziękować.
Pokręciła głową.
— Nie dla mnie, proszę pana. Dla niego. Chciał tylko poczuć, że jego ojciec jest przy nim.
Wtedy Ion zrozumiał, że to nie bogactwo, domy ani konta cię ratują.
Ale ludzie.
I miłość, którą dajesz, nawet gdy myślisz, że nie masz już nic do zaoferowania.