Ton nie pozostawiał miejsca na dyskusję. Eduard spróbował spojrzeć na mnie władczo, ale coś w oczach żony kazało mu się zatrzymać. Wyszedł z gabinetu, trzaskając za sobą drzwiami.
Claudia odwróciła się do Marii. Patrzyła na nią długo. Nie z nienawiścią. Nie z pogardą. Ale z głębokim zmęczeniem kobiety, która rozumie więcej, niż by chciała.
— Ile masz lat? — zapytała cicho.
— Dwadzieścia trzy — wyszeptała Maria.
Claudia westchnęła i usiadła na krześle.
— Wiedziałam, że mnie okłamuje. Nie wiedziałam… w jakim stopniu.
Wzięła czek z biurka, podarła go na pół, potem na cztery. Papier upadł na podłogę jak coś bezwartościowego.
— Nigdzie się nie wybierasz — powiedziała. Nie dzisiaj.
Maria spojrzała z niedowierzaniem.