— Nic ci nie jestem winna — kontynuowała Claudia. — Ale nie mogę pozwolić, żeby cię stratowano.
Tego wieczoru Claudia wyrzuciła Eduarda z domu. Z bagażami spakowanymi w pośpiechu i bez żadnego wyjaśnienia dla dzieci, które już spały.
Następnego dnia Claudia zadzwoniła do prawnika. Potem do lekarza. Potem do starej przyjaciółki ze studiów, która prowadziła małą firmę księgową w Braszowie.
Maria została w pokoju gościnnym przez kilka tygodni. Zawstydzona. Milcząca. Przestraszona. Ale po raz pierwszy bezpiecznie.
— Nie jesteś winna — powiedziała jej Claudia pewnego ranka, kiedy pili razem kawę. Winny jest ten, kto cię wykorzystał.
Z pomocą Claudii Maria znalazła pracę w firmie koleżanki. Za skromne, ale uczciwe wynagrodzenie. Wynajęła małą kawalerkę, blisko centrum. Kupiła sobie używane łóżeczko i kilka małych, niebieskich ubranek.
Eduard próbował wrócić. Telefonami. Wiadomościami. Groźbami.
Nie miał już nad nikim władzy.
Proces rozwodowy przebiegł szybko. Jego reputacja, tak ważna, została nieodwracalnie nadszarpnięta. Nie z powodu Marii. Ale z powodu prawdy.
Kiedy urodził się chłopiec, w deszczowy jesienny poranek, Maria po raz pierwszy płakała ze szczęścia. Claudia była przy tym. Trzymał ją za rękę.
— Jesteś silniejsza, niż myślisz — powiedział jej.
Minęły lata.