Dziewczynka zamarła.
María otarła łzy i cicho powiedziała:
— W porządku, proszę pana. Nie zrobiła tego ze złej woli.
Ale Don Esteban widział ból w jej oczach.
— Idź do swojego pokoju — rozkazał córce twardym tonem. — Natychmiast.
Gdy Isabella trzasnęła drzwiami, zwrócił się do Maríi:
— Przepraszam cię. Nie zasłużyłaś na takie traktowanie. Porozmawiam z nią.
María zawahała się przez chwilę.
— Proszę pana… mogę coś powiedzieć?
Skinął głową.
— Ja też kiedyś miałam córkę, w wieku Isabelli. Mieszkałyśmy na wsi. Była dobra, grzeczna… marzyła o nauce, ale nie było mnie stać, by wysłać ją do szkoły. Gdy zachorowała, nie miałam pieniędzy na lekarza… i straciłam ją.

Po policzku spłynęła jej łza.
— Przyjęłam tę pracę, bo brakowało mi opieki nad dziećmi. Nie obwiniam Isabelli — ona dopiero się uczy. Ale proszę, nie karz jej tylko. Naucz ją rozumieć.