W ciągu kilku dni zorganizowano wszystkie niezbędne badania, a tydzień później Anna zadzwoniła do Krzysztofa:
„To ja zajmę się operacją.”
Po drugiej stronie nastąpiła chwila ciszy, potem drżący głos:
„Jesteś pewna? A jeśli coś pójdzie nie tak?”
„Musimy spróbować. Czekać byłoby jak podpisać wyrok. Chcesz naprawdę patrzeć, jak twoja córka słabnie bez działania?”
Krzysztof skinął głową, świadomy powagi sytuacji.
W dniu operacji Anna była w szpitalu przez wiele godzin. Kiedy wyszła z sali, Krzysztof podbiegł, mieszając strach i ulgę.
„Mogę ją zobaczyć?” – spytał z niepokojem. „Muszę jej coś powiedzieć.”
„Wyglądasz jak dziecko” – odpowiedziała Anna z gorzkim uśmiechem. „Właśnie wyszła z narkozy, musi odpocząć. Wracaj jutro.”
To była prawda. Tamtej nocy nie zmrużył oka, dręczony mrocznymi myślami, ale nie protestował. Po raz pierwszy nie podniósł głosu ani nie próbował wejść siłą.
Wrócił do domu jak człowiek złamany. Nogi drżały, jakby przeżył całe życie w kilka godzin. Ale nie przestał – wrócił do szpitala.
„Mogę zobaczyć moją córkę?” – zapytał zmęczoną lekarkę.
Korytarz był pogrążony w nocnej ciszy, jedynie kilka lamp zewnętrznych migotało.
Dziewczynka była przytomna, znacznie silniejsza, niż przewidywano. Widząc ojca, otworzyła oczy szeroko.
„Tato? Co tu robisz w nocy? Wizyty o tej porze nie są dozwolone.”
„Nie mogłem spać, dopóki nie wiedziałem, że czujesz się lepiej” – odpowiedział łamiącym się głosem. „Chciałem się upewnić.”