W tym momencie Krzysztof zrozumiał, czym jest rodzicielstwo i czym jest rodzina. Zrozumiał, ile zniszczył własnymi rękami.
O świcie, po długiej rozmowie, ojciec i córka się pożegnali. Wyglądał zniszczony, ale nieco odciążony. Wychodząc, spotkał Annę.
„Co tu robisz? Nie mówiłam, że wizyty poza godzinami są zabronione? Kto cię wpuścił?”
„Przepraszam, złamałam zasady” – szepnęła, spuszczając wzrok. „Pytałam ochronę… chciałam tylko sprawdzić, jak się czuje.”
„Zawsze używasz pieniędzy, żeby dostać, czego chcesz?” – westchnęła Anna. Potem, wstrząsając irytacją, dodała: „Dobrze. Widziałeś, sprawdziłeś, teraz odejdź.”
Nie czekając na odpowiedź, wróciła do pokoju Olgi. Krzysztof został w korytarzu, zdecydowany nie wychodzić.
Nie wiedział, co wydarzy się potem. Gdy Anna ponownie otworzyła drzwi, znalazła go z dużym bukietem wiosennych kwiatów i elegancką kopertą.
„Musimy porozmawiać. To ważne” – powiedział poważnym głosem.
„Dobrze, ale mam mało czasu” – odpowiedziała Anna chłodno.
Nagle drzwi otworzyły się i wpadł energiczny, jedenaścieletni chłopiec:
„Mamo! Czekałem pół godziny!” – krzyknął, nadmuchując policzki. „Dzwoniłem do ciebie, bo nie odbierałaś!”
Ten dzień był dla Igora: żadnych nagłych operacji, żadnej pracy. Każda chwila z synem była oazą światła. Anna poczuła wyrzuty sumienia – znów zawiodła dziecko.
Krzysztof zaniemówił, jakby uderzony lodowatą falą. Spojrzał na chłopca, jakby widział w nim odbicie przeszłości.
„Synu… mój mały…” – wyszeptał ze łzami w oczach.