— Bardzo się cieszę… naprawdę się cieszę — powiedział szczerze.
— Andriej — kontynuował głos — czy wiesz, kim jestem?
— Nie… to znaczy… nie.
— Jestem dyrektorem generalnym firmy, z którą miałeś rozmowę kwalifikacyjną.
Serce podskoczyło mu do gardła.
— Wiem, co się tam wydarzyło — kontynuował pan Ionescu. — Dowiedziałem się, że się spóźniłeś. I wiem dlaczego.
Andriej zamilkł.
— W mojej firmie, powiedział ten rzadki człowiek, mogę nauczyć kogoś zawodu. Ale nie mogę nauczyć nikogo być człowiekiem.
Autobus się zatrzymał, ale Andriej nie wysiadł.
— Jeśli się zgodzisz, będę na ciebie czekał jutro rano. O 9:00. Żadnej rozmowy kwalifikacyjnej. Z gotową umową.
W jego oczach pojawiły się łzy.
— Dziękuję… dziękuję bardzo, zdołał powiedzieć.
— Już spłaciłem swoje długi, odpowiedział spokojnie pan Ionescu. Moja mama żyje dzięki tobie.
Następnego dnia Andriej przybył wcześnie.