Przetarłem ekran mokrym rękawem i wziąłem głęboki oddech. Deszcz nie ustawał, ale we mnie panowała dziwna cisza. Ciężka cisza, jak po wybuchu.
Maria cicho płakała. Już nie wymiotowała, tylko się trzęsła. Przytuliłem ją do piersi, otarłem jej twarz zmiętą serwetką i powiedziałem jej to, czego nikt mi nigdy nie powiedział: „To nie twoja wina. Nic, co się stało, nie jest twoją winą”.
Otworzyłem aplikację hotelową i drżącymi palcami anulowałem wszystko. Pokoje, spa, luksusowy samochód zarezerwowany na „doświadczenie”. Potem bilety lotnicze. Jedno kliknięcie za drugim. Setki zwróconych lei. Tysiące. W ogóle nie bolało. To było jak wyciąganie starych drzazg z ciała.