Moi rodzice byli zafascynowani ideą „idealnych” wakacji

Zamówiłem taksówkę. Przyjechał stary Logan, z kierowcą po pięćdziesiątce, z ikoną w lustrze. Spojrzała na nas, na mnie, przemoczonego, i na Marię z czerwonymi policzkami.

„Proszę wsiadać, proszę pani. Zimno”.

To było to. Bez zadawania pytań.

W tym prostym samochodzie, pachnącym kawą i tanim plastikiem, Maria zasnęła mi na ramieniu w pięć minut. A ja zacząłem płakać. Nie szlochać. Cicho. Za dzieckiem, którym byłem. Za kobietą, która latami próbowała kupić miłość za pieniądze.

Kiedy wróciliśmy do domu, zrobiłem gorącą herbatę, przebrałem Marię w piżamę i położyłem jej zimny kompres na policzek. Spojrzała na mnie swoimi wielkimi oczami i zapytała:

„Dziadku, czy on mnie już nie kocha?”

Bolało bardziej niż ten policzek.