„Niektórzy ludzie nie potrafią kochać pięknie” – powiedziałem jej. „Ale to nie znaczy, że nie zasługujesz na miłość”.
Rozdzwonił się telefon. Mama. Tata. Wiadomości. Poczta głosowa. Krzyki, oskarżenia, groźby. Że ich upokorzyłam. Że zrobiłam z nich idiotkę. Że „po tym wszystkim, co dla mnie zrobili”.
Rozłączyłam się.
Rano zabrałam Marię do lekarza. Nic poważnego. Tylko przestraszyłam się i miałam lekki siniak. Lekarz długo mi się przyglądał i cicho powiedział: „Uważaj, kogo dopuszczasz do dziecka”.
Byłam ostrożna.
Tego dnia zmieniłam hasła. Przelałam pieniądze. Zadzwoniłam do prawnika. Nie z zemsty. Z poczucia bezpieczeństwa.