Ana uśmiechnęła się blado. „Bo nie moim zadaniem było cię przekonać”.
Podał im teczkę. W środku: umowy, liczby, dowody. Jej agencja była warta ponad 200 000 euro. Pożyczki zostały spłacone. Wszystko.
„Udało mi się” – powiedział po prostu.
Carmen zaczęła płakać. Mihai nie mógł wydusić z siebie ani słowa.
Ioana, która stała trochę dalej, patrzyła ze zdumieniem. Po raz pierwszy zobaczyła prawdę.
Ana odwróciła się i odeszła. Nie z nienawiścią. Ze spokojem.
Tego wieczoru poszła do babci. Wypiły herbatę i usiadły na ganku domu.
„Udało ci się, kochanie” – powiedziała Elena.
Ana się uśmiechnęła. „Nie dla nich. Dla mnie”.
I po raz pierwszy w życiu wiedział, że nie musi już nikomu niczego udowadniać.